
20 października zabrałem głos podczas posiedzenia sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, która rozpatrywała projekt budżetu na 2027 rok. Przyjechałem mówić o wynagrodzeniach pracowników sądów i prokuratury, ale przebieg dyskusji skłonił mnie do postawienia kilku szerszych pytań. Szczególnie po odrzuceniu poprawki przewidującej dodatkowe 500 mln zł na płace pracowników sądów.
Trzy procent. Tyle państwo zamierza dać swoim pracownikom
Rząd zaplanował na 2027 rok 3-procentowy wzrost wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej. Jednocześnie prognozuje, że przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej wzrośnie o 5,9%.
Oczywiście prognoza dotycząca całej gospodarki nie oznacza, że każdy zatrudniony poza budżetówką otrzyma podwyżkę w takiej wysokości. Pokazuje jednak kierunek, w którym według samego rządu będzie zmierzał rynek pracy.
Przy prognozowanej inflacji na poziomie 2,8% zaplanowany wskaźnik 3% oznacza minimalną realną poprawę. Problem polega na tym, że wynagrodzenia nie służą wyłącznie do utrzymywania dotychczasowej siły nabywczej. Państwo musi również pozyskiwać pracowników i zatrzymywać ludzi, którzy zdobyli doświadczenie, posiadają specjalistyczne kwalifikacje i potrafią wykonywać coraz bardziej złożone zadania.
Trudno oczekiwać, że będzie to robiło skutecznie, jeśli w kolejnych latach płace oferowane przez państwo będą coraz mniej konkurencyjne wobec pozostałej części gospodarki.
Nawiązałem podczas posiedzenia do niedawnej wypowiedzi ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, który mówił o potrzebie „zagryzania zębów” w związku z wydatkami na bezpieczeństwo i obronność.
Kilka tygodni temu szerzej analizowałem tę wypowiedź w Gazecie Sądowej.
Rozumiem, że Polska musi zwiększać swoje zdolności obronne. Wojna za naszą wschodnią granicą jest wystarczającym powodem, aby wydatki na bezpieczeństwo traktować poważnie.
Nie przekonuje mnie jednak przedstawianie niskiego wzrostu wynagrodzeń pracowników państwa jako nieuchronnej konsekwencji tych wydatków.
Budżet państwa zawsze jest wynikiem wyborów. Rząd ustala priorytety, proponuje podział pieniędzy, a parlament podejmuje decyzję o wydatkach.
Można uznać, że w danym roku na pracowników państwowych przeznacza się mniej środków, niż oczekują. Uczciwa dyskusja wymaga jednak przedstawienia powodów takiej decyzji i jej przewidywanych konsekwencji.
Zwłaszcza że pracownikom sądów i prokuratur od wielu lat tłumaczy się, dlaczego właśnie teraz trzeba jeszcze poczekać.
Sądy mają pracować więcej. A co z ludźmi?
Podczas wystąpienia zwróciłem uwagę również na wskaźnik opanowania wpływu spraw, którym posługuje się Ministerstwo Sprawiedliwości przy planowaniu funkcjonowania sądów.
W dokumentach planistycznych przyjęto na kolejne lata poziom 98%.
Co to oznacza w praktyce?
Wskaźnik na poziomie 100% oznacza, że sądy załatwiają tyle spraw, ile do nich wpływa. Zaległości nie zwiększają się wtedy z powodu samej różnicy pomiędzy wpływem a liczbą spraw załatwionych. Aby zmniejszać istniejące zaległości, trzeba przekraczać 100%.
Przy wskaźniku 98% na każde sto nowych spraw przypadałoby zaledwie 98 załatwionych. Pozostałe dwie powiększałyby liczbę spraw oczekujących na rozpoznanie.
Przy skali wpływu spraw zbliżonej do ostatnich lat utrzymywanie takiego wskaźnika przez trzy lata mogłoby oznaczać zwiększenie zaległości o blisko milion spraw.
Jest to scenariusz oparty na określonych założeniach, a rzeczywiste wyniki mogą być inne. Samo przyjęcie takiego miernika w planowaniu zasługuje jednak na uwagę.
Zastanawiam się, czy rzeczywiście możemy pozwolić sobie na planowanie kolejnych lat, w których zaległości będą nadal rosły.
W sądach wprowadza się nowe rozwiązania informatyczne, zmienia procedury, tworzy kolejne etaty i zapowiada reorganizację pracy. Wiele z tych działań jest potrzebnych. Ich skuteczność zależy jednak również od ludzi, którzy będą je realizowali.
Doświadczony pracownik sekretariatu, asystent sędziego, informatyk czy specjalista zajmujący się finansami sądu nie staje się łatwy do zastąpienia tylko dlatego, że w budżecie przewidziano pieniądze na etat.
Znaczenie mają kwalifikacje, doświadczenie, czas potrzebny na wdrożenie nowej osoby oraz warunki, które pozwalają zatrzymać pracownika na dłużej.
Dlatego w swoim wystąpieniu powiązałem problem wynagrodzeń z bezpieczeństwem państwa.
Sprawne działanie sądów i prokuratur jest potrzebne także podczas kryzysów. Trudno byłoby przekonująco mówić o wzmacnianiu państwa, gdyby równocześnie godzić się na stopniowe osłabianie jego instytucji cywilnych.
Dodatkowe 500 milionów. Co właściwie odrzucono?
Podczas posiedzenia poseł Tomasz Zimoch zaproponował poprawkę przewidującą dodatkowe 500 mln zł na korektę wynagrodzeń urzędników i innych pracowników sądów powszechnych.
Pieniądze miały zostać przesunięte z rezerwy celowej nr 56 do części budżetowej obejmującej sądy powszechne.
Komisja nie przyjęła poprawki. Za głosowało 6 posłów, przeciw było 11, a 2 wstrzymało się od głosu. Poseł Zimoch zgłosił zdanie odrębne, dzięki czemu odrzucona propozycja może zostać dołączona do stanowiska przekazywanego Komisji Finansów Publicznych.
Nie wiem, czy poprawka była optymalnie skonstruowana. Nie znam również szczegółowych kalkulacji wszystkich zadań, które miały być finansowane ze wskazanej rezerwy.
500 mln zł to poważna kwota, a jej przesunięcie mogłoby mieć konsekwencje dla innych przedsięwzięć. Każdą taką propozycję trzeba ocenić także pod względem skutków finansowych w następnych latach.
Z zainteresowaniem wysłuchałem więc stanowiska wiceministra sprawiedliwości Arkadiusza Myrchy.
Wiceminister wskazał, że Ministerstwo Sprawiedliwości nie jest dysponentem rezerwy nr 56. Podniósł również argument, że finansowanie reformy powinno być związane z przygotowaną ustawą i oceną jej skutków regulacji.
Oba zagadnienia mają znaczenie dla odpowiedzialnego planowania wydatków publicznych.
Jednak w trakcie posiedzenia rozpatrywaliśmy projekt ustawy budżetowej. Sejm ma kompetencję do dokonywania zmian w projekcie budżetu w granicach obowiązujących przepisów.
Ministerstwo Sprawiedliwości rzeczywiście nie może samodzielnie rozdysponować rezerwy pozostającej w dyspozycji Ministra Finansów. Może natomiast przedstawiać potrzeby finansowe, uczestniczyć w uzgodnieniach rządowych i zajmować stanowisko wobec propozycji zwiększenia własnego budżetu.
Chciałbym więc wiedzieć, czy resort przeanalizował możliwość wcześniejszego uruchomienia dodatkowych pieniędzy na wynagrodzenia. Jeśli tak, jakie przeszkody zidentyfikowano?
Wypowiedź dotycząca kompetencji do dysponowania rezerwą nie odpowiada jeszcze na to pytanie.
Rezerwa nr 56. Czy pieniądze rzeczywiście były niedostępne?
Zacząłem przyglądać się dokładniej rezerwie, z której poseł Zimoch chciał przesunąć środki.
Nosi ona nazwę „Rezerwa na zmiany systemowe i niektóre zmiany organizacyjne, w tym nowe zadania”.
W projekcie budżetu na 2027 rok zaplanowano w niej około 4,32 mld zł. Z tego ponad 1,13 mld zł przypada na kategorię wydatków bieżących.
Proponowane 500 mln zł stanowiłoby więc znaczną część tej kategorii wydatków.
Dane dotyczą różnych okresów. Przesunięcie z 2025 r. nie przesądza o dostępności środków w roku 2027.
Zainteresowało mnie również to, jak rezerwa była wykorzystywana wcześniej.
We wrześniu 2025 roku Ministerstwo Finansów wystąpiło do sejmowej Komisji Finansów Publicznych o zgodę na zmianę przeznaczenia aż 800 mln zł z tej samej rezerwy.
Przedstawicielka Ministerstwa Finansów Hanna Majszczyk wyjaśniała wówczas, że część środków zaplanowano na skutki zmian prawnych, które miały obowiązywać przez cały rok. Ponieważ niektóre regulacje nie weszły w życie w przewidywanym terminie, powstały oszczędności.
Komisja pozytywnie zaopiniowała przeznaczenie tych 800 mln zł na finansowanie działalności mediów publicznych.
Przywołuję ten przypadek z konkretnego powodu.
Historia pokazuje, że rezerwa nr 56 może obejmować środki uzależnione od realizacji planowanych zmian prawnych. Ich przeznaczenie bywa później modyfikowane.
Trzeba jednak zachować proporcje przy porównywaniu tych sytuacji.
We wrześniu 2025 roku Ministerstwo Finansów znało już przebieg wykonywania budżetu i mogło wskazać powstałe oszczędności. W październiku 2026 roku rozmawiamy o projekcie budżetu na rok następny. Nie mamy jeszcze takich danych o przyszłym wykonaniu wydatków.
Dlatego nie twierdzę, że w rezerwie na 2027 rok znajdowało się 500 mln zł, które można było bez żadnych konsekwencji przekazać pracownikom sądów.
Chciałbym natomiast poznać szczegółową kalkulację tej rezerwy.
Jakie zadania miały zostać sfinansowane? Które z nich zostałyby zagrożone wskutek zmniejszenia wydatków bieżących o 500 mln zł? Czy rozważano rozwiązania pozwalające wygospodarować choćby część tej kwoty?
Dopiero takie informacje umożliwią ocenę, na ile propozycja posła Zimocha była finansowo realistyczna.
Skoro reforma jest przygotowywana, dlaczego z płacami trzeba czekać?
Ten wątek budzi moje największe zainteresowanie.
Ministerstwo Sprawiedliwości od miesięcy pracuje nad nową ustawą o urzędnikach sądowych. Projekt obejmuje między innymi zmianę systemu wynagradzania.
W kolejnych wersjach propozycji resort zmieniał sposób dochodzenia do nowych stawek.
W lutowym projekcie z 2026 roku przewidywano, że pracownik, którego wynagrodzenie zasadnicze jest niższe od nowej stawki, będzie dochodził do niej stopniowo przez pięć lat. Co roku miał otrzymywać podwyżkę odpowiadającą 20% różnicy pomiędzy dotychczasowym a docelowym wynagrodzeniem.
W kwietniowej wersji projektu zrezygnowano z tego pięcioletniego mechanizmu. Przewidziano inne rozwiązania dotyczące ustalania i ochrony wynagrodzeń po wejściu ustawy w życie.
Z kolei czerwcowa ocena skutków regulacji zakładała rozpoczęcie obowiązywania ustawy od 1 stycznia 2028 roku.
W tej samej OSR Ministerstwo Sprawiedliwości oszacowało dodatkowe wydatki na wynagrodzenia związane z projektowaną regulacją w części 15 budżetu na około 323,3 mln zł w 2028 roku.
Są to dokumenty robocze, a treść projektowanych rozwiązań może się jeszcze zmieniać. Nie ma też podstaw do prostego porównywania kwoty 323,3 mln zł z poprawką przewidującą 500 mln zł na 2027 rok. Różnią się zakres regulacji, grupy pracowników, założenia i rok finansowania.
Z dokumentów wynika jednak jedno. Resort opracował już konkretne propozycje dotyczące wynagrodzeń i przeprowadził ich kalkulację.
Powstaje zatem pytanie o możliwość wcześniejszego rozpoczęcia zmian.
Czy rzeczywiście wszystkie podwyżki muszą czekać do wejścia w życie nowej ustawy? Czy część korekt można przeprowadzić na podstawie obecnych przepisów, tak aby przyszły system wynagrodzeń zastawał mniejsze dysproporcje?
Takie działanie wymagałoby odpowiedniego przygotowania i finansowania, a także uwzględnienia jego wpływu na kolejne budżety.
Wcześniejsze zwiększenie wynagrodzeń zasadniczych mogłoby przecież zmniejszyć różnicę pomiędzy obecnymi płacami a stawkami przewidzianymi w przyszłej reformie.
Zwracam uwagę na jeszcze jedną okoliczność.
W 2025 roku Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało dodatkowe 170 mln zł na wynagrodzenia pracowników sądów ponad powszechny 5-procentowy wzrost płac.
Informował o tym publicznie sam wiceminister Arkadiusz Myrcha. Następnie resort zawarł z organizacjami związkowymi porozumienie dotyczące podwyżek.
Środki służyły między innymi podwyższaniu najniższych stawek oraz ograniczaniu dysproporcji.
Resort wykazał więc już w praktyce, że celowane zwiększenie wynagrodzeń może być elementem prowadzonej polityki płacowej również przed wejściem w życie nowej ustawy.
Dlatego argument o konieczności oczekiwania na zakończenie całego procesu legislacyjnego wymaga moim zdaniem bardziej szczegółowego wyjaśnienia.
Asystenci prokuratorów i 20,3 mln zł
Podczas posiedzenia poruszono jeszcze jedną sprawę, która dobrze pokazuje praktyczne skutki wieloletnich różnic płacowych.
Chodzi o wynagrodzenia asystentów prokuratorów.
Z korespondencji, którą otrzymujemy w związku zawodowym, wiem, jak duże poczucie niesprawiedliwości wywołują różnice pomiędzy wynagrodzeniami asystentów prokuratorów i asystentów sędziów.
Osoby wykonujące odpowiedzialne zadania, wymagające wiedzy prawniczej, obserwują, że porównywalne stanowiska w innym obszarze wymiaru sprawiedliwości są wynagradzane korzystniej.
Podczas posiedzenia przewodniczący Komisji Paweł Śliz zapytał o tę sytuację kierownictwo prokuratury.
Zastępca Prokuratora Krajowego Marek Jamrogowicz poinformował, że wyrównanie wynagrodzeń obu grup wymagałoby dodatkowych 20,3 mln zł.
To konkretna kwota. Została przedstawiona przez kierownictwo prokuratury jako koszt usunięcia określonej dysproporcji.
Usłyszeliśmy również, że środki te nie zostały uwzględnione w projekcie budżetu z uwagi na obowiązujące limity wydatków.
Z perspektywy całego budżetu państwa 20,3 mln zł jest kwotą niewielką. Z perspektywy osób, których wynagrodzeń dotyczy, znaczenie może być zupełnie inne.
Oczywiście również tutaj potrzebne są odpowiednie decyzje finansowe i właściwa podstawa rozdysponowania środków.
Czego oczekuję po tej dyskusji?
Po posiedzeniu zostało mi kilka pytań, na które chciałbym uzyskać odpowiedzi.
Czy Ministerstwo Sprawiedliwości występowało o dodatkowe środki na modernizację wynagrodzeń pracowników sądów w 2027 roku?
Jeżeli takie wystąpienia były, jakie stanowisko zajęło Ministerstwo Finansów?
Czy w toku przygotowywania budżetu rozpatrywano możliwość wcześniejszego przeprowadzenia części korekt płacowych związanych z projektowaną ustawą o urzędnikach sądowych?
Jakie konkretnie wydatki miałyby zostać ograniczone, gdyby z rezerwy nr 56 przesunięto 500 mln zł na wynagrodzenia pracowników sądów?
Wreszcie, w jaki sposób resort zamierza doprowadzić do wejścia w życie nowego systemu wynagrodzeń w 2028 roku i zapewnić jego finansowanie?
Rozumiem ograniczenia budżetu państwa. Nie oczekuję też, że każda poselska poprawka zwiększająca wynagrodzenia będzie automatycznie uznawana za możliwą do przyjęcia.
Od rządu, który zapowiada reformę zasad zatrudniania i wynagradzania urzędników sądowych, oczekiwałbym jednak przedstawienia konkretnych wariantów jej finansowania oraz wyjaśnienia, jakie działania można podjąć wcześniej.
Dziś znamy proponowany przez rząd wskaźnik podwyżek na 2027 rok. Wynosi 3%.
Wiemy także, że pojawiła się propozycja przeznaczenia dodatkowych 500 mln zł na wynagrodzenia pracowników sądów i że komisja branżowa jej nie poparła.
Poznaliśmy również stanowisko Ministerstwa Sprawiedliwości.
Nadal pozostaje otwarta kwestia wcześniejszego finansowania modernizacji wynagrodzeń.
Pracownicy sądów i prokuratur mają prawo oczekiwać od państwa, że jego decyzje płacowe będą wynikały z długofalowej polityki kadrowej, a nie jedynie z corocznego ustalania procentowego wskaźnika wzrostu wynagrodzeń.
Po zakończeniu posiedzenia nadal uważam, że jest to właściwe określenie.
Budżet zawsze wymaga wyborów. Dlatego chciałbym, aby osoby, które ich dokonują, potrafiły również wyjaśnić, jakie skutki przewidują dla instytucji państwa i zatrudnionych w nich ludzi.
Dariusz Kadulski
Źródła i materiały
- Ministerstwo Finansów. Projekt ustawy budżetowej na 2027 rok, druk sejmowy nr 3150
- Ministerstwo Finansów. Założenia budżetu na 2027 rok
- Ministerstwo Sprawiedliwości. Podwyżki wynagrodzeń w sądach powszechnych z 17 lutego 2025 r.
- Sejm RP. Zapis posiedzenia Komisji Finansów Publicznych z 11 września 2025 r. dotyczący zmiany przeznaczenia rezerwy nr 56
- Projekty ustawy o urzędnikach sądowych z lutego i kwietnia 2026 r. oraz ocena skutków regulacji z czerwca 2026 r.
- Materiały i zapis wystąpień z posiedzenia Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka z 20 października 2026 r.
Tekst stanowi autorską analizę i opinię. Przedstawione oceny i pytania odzwierciedlają poglądy autora.